Generacja Z, czyli osoby urodzone między 1995 a 2010 rokiem. Źródło frustracji wielu menedżerów. Bohaterowie czarnych legend i prześmiewczych anegdot. Roszczeniowi, nielojalni. Zachowują się jak rozpieszczone dzieciaki, potrafią porzucić pracę z dnia na dzień, bo poczuli się niekomfortowo. Chyba żadne inne pokolenie nie obrosło tyloma stereotypami – i to najczęściej negatywnymi.
Co właściwie sprawia, że zarządzanie Zetkami bywa tak trudne? Czy problem leży po ich stronie – czy może po naszej?
Zderzenie dwóch światów
Roszczeniowi, rozpieszczeni, nielojalni, leniwi. Trzeba ich prowadzić za rękę. Nie szanują pracy. Brzmi znajomo? To jednak tylko jedna strona medalu. Druga jest mniej wygodna: dla wielu liderów Zetki są po prostu…niezrozumiałe. Prezentują nie tylko kompletnie odmienny styl myślenia – zupełnie inaczej widzą rzeczywistość. Rodzice częściej pytali o ich zdanie niż rozkazywali. Podobnie wychowawcy, a przede wszystkim instruktorzy na wszelkiego rodzaju zajęciach pozalekcyjnych. Dlaczego? Bo dzieci z pokolenia Zet były dla nich po prostu źródłem dochodu – rodzice płacili za zajęcia, więc zadowolenie dzieci było absolutnym priorytetem.
Starsze pokolenia wchodziły w życie w zupełnie innych realiach. Na rynku pracy norma było podejście „jak się nie podoba, to do widzenia”. Praca po godzinach była niepisaną regułą i nikt nie myślał, żeby upomnieć się o dodatkowe wynagrodzenie. A wymagania? Raczej jednostronne, idące z góry w dół – od szefa do pracowników.
Tymczasem Zetki zaczynają od pytania o benefity, elastyczność, sens pracy. Nie traktują nadgodzin jako oczywistości. Praca hybrydowa nie jest dla nich luksusem, tylko standardem. A komunikat, który kiedyś uchodził po prostu za „konkretny”, dziś bywa odbierany jako przekroczenie granic. Efekt? Dwa światy, które pozornie używają tych samych słów, ale rozumieją je zupełnie inaczej.
Problem nie w nich – tylko w zmianie reguł gry
Stąd właśnie z jednej strony opowieści o „roszczeniowych młodych”, z drugiej o tym, jak „kiedyś to było”. Bo chodziliśmy do szkoły 15 kilometrów piechotą, bo nauczyciel może bił linijką, ale uczniowie znali swoje miejsce, bo szefa się szanowało za to, że był szefem, bo nam było ciężko, a młodym się w głowach poprzewracało… I tak dalej.
Oczywiście, można załamywać ręce nad współczesnością i tęsknić do „starych, dobrych czasów”. Tylko że to już nie wróci. Trzeba się pogodzić z faktem, że Zetki nie uznają autorytetu „z nadania”. Staż, stanowisko czy doświadczenie nie wystarczą – lider musi być wiarygodny tu i teraz. Musi słuchać, tłumaczyć, być obecny. A to oznacza ogromną zmianę roli menedżera. Z osoby, która „wie lepiej, więc decyduje”, w osobę, która „wie, więc rozumie i prowadzi”. Nie każdy chce – i nie każdy potrafi – zrobić ten krok.
Dlaczego zarządzanie Zetkami jest wymagające?
Bo oczekują rzeczy, które dla wielu organizacji wciąż są „ponadstandardowe”:
- Ciągłego feedbacku, a nie oceny raz na kwartał.
- Komunikacji opartej na szacunku, nie hierarchii.
- Pracy dającej poczucie sensu, nie tylko wynagrodzenie.
- Elastyczności jako normy, nie benefitu.
A przy tym są wrażliwi na sposób przekazu – nawet drobna uwaga może zostać odebrana jako atak. To bywa frustrujące, szczególnie dla menedżerów wychowanych w kulturze „twardej skóry”. Trzeba przy tym zdawać sobie sprawę, że u Zetek to nie jest kwestia jakiejś mitycznej „słabości”. To nie pokolenia są „twardsze” i „słabsze”, To efekt wychowania w świecie, w którym podmiotowość i głos jednostki mają znacznie większe znaczenie niż kiedyś.
Trudność, która się opłaca
To samo pokolenie, które bywa wymagające, daje też ogromną wartość. Naprawdę. Zetki nie są rozpuszczonymi dzieciakami, chcą tylko wiedzieć, po co pracują. Jeśli znajdą – angażują się w pełni. Często bardziej niż starsze pokolenia, które nauczyły się „robić swoje”. To także pokolenie cyfrowe – naturalni ambasadorzy zmian technologicznych. Myślą nieszablonowo, są elastyczni, szybko się uczą i chętnie spożytkują swój potencjał w pracy – trzeba dać im jedynie poczucie sensu i sprawczości. A to a wielu liderów najtrudniejsza część.
Zarządzanie Zetkami to test dla liderów
To nie jest opowieść o „trudnym pokoleniu”. To historia o tym, że zmieniły się zasady. O tym, że narzekanie nie pomoże. Tak samo, jak próby „ustawiania do pionu”. Zadziałają za to zupełnie inne metody:
- zrozumienie zamiast oceniania,
- tłumaczenie zamiast rozkazywania,
- partnerstwo zamiast hierarchii.
Bo niezależnie od tego, czy nam się to podoba, czy nie – to właśnie Zetki będą kształtować rynek pracy w najbliższych latach. Pytanie nie powinno więc brzmieć: czy da się nimi zarządzać jak kiedyś?, tylko: czy my jesteśmy gotowi nauczyć się zarządzać inaczej?