„Nie mam budżetu” – co naprawdę mogą znaczyć te słowa?
Kiedy słyszysz od klienta „w tej chwili nie mam budżetu”, tych kilka prostych słów może znaczyć tak naprawdę wiele różnych rzeczy. Pierwsza i najważniejsza dla handlowca informacja, jaka z nich płynie, to: „Prawdopodobnie klient jest zainteresowany produktem, usługą lub współpracą”. Gdyby nie był, powiedziałby po prostu: „Nie, dziękuję, ta oferta nie jest dla mnie”.
Dobry handlowiec wie, że to zdanie nie kończy rozmowy handlowej – przynajmniej nie definitywnie.
Co zatem mówi klient, kiedy mówi o braku budżetu?
Pamiętajmy – klient zawsze będzie próbował pokierować rozmową w stronę mety z napisem „TANIO”. Informacja o zbyt małym budżecie może być zatem po prostu próbą otwarcia negocjacji – a nuż handlowiec złapie przynętę i zaproponuje spory upust? Nic nie szkodzi spróbować.
Ważne, by tej przynęty nie złapać – na ewentualne rabaty zawsze jest czas. To bardzo prosta, by nie powiedzieć toporna technika negocjacyjna, ale najprostsze rozwiązania bywają najskuteczniejsze.
Tani produkt czy dobra inwestycja? Pokaż różnicę
Prawdopodobnie klient ma rezerwy budżetowe, a Twoją rolą – rolą handlowca, właściciela firmy, dostawcy usługi – jest przede wszystkim pokazanie, czym różnią się rozwiązania droższe (i dobre) od słabych (i tanich). Cel? Doprowadzenie do momentu, by klient sam zdecydował o rozszerzeniu budżetu.
Co szczególnie ważne, taka decyzja może się pojawić także wtedy, gdy klient nie prowadził gry negocjacyjnej, a naprawdę nie przewidywał większego wydatku. Zobrazujmy to prostym mechanizmem psychologicznym:
„Chciałem kupić telewizor. Przeznaczyłem na to dwa tysiące złotych. Ale dostałem wiarygodne i mocne dowody, że kupując sprzęt za taką kwotę, zmarnuję te pieniądze, bo nie będzie on odpowiadał moim najważniejszym potrzebom. Może warto jednak dołożyć”.
Oczywiście proces decyzyjny pokazany jest tu w pewnym uproszczeniu, ale tak właśnie to działa.
Trzy oblicza braku budżetu: Od negocjacji do efektu Porsche
Podsumowując mechanizmy kryjące się za stwierdzeniem „Nie mam budżetu”, możemy wyróżnić trzy główne postawy klienta:
- Wariant pierwszy: „Mam wystarczający budżet, ale właśnie zacząłem z Tobą negocjacje cenowe”.
- Wariant drugi: „Mam budżet w określonej wysokości, ale jeśli zostanę przekonany, że to za mało, jestem gotów go zwiększyć – choćby poprzez kredyt czy raty”.
- Wariant trzeci („Wariant Porsche”): „Bardzo chciałbym mieć ten produkt, ale realnie mnie na niego nie stać”.
Skąd wziął się termin odnoszący się do legendarnej marki motoryzacyjnej? Handlowcy pracujący w salonach Porsche byli uczeni, że marka ta jest symbolem marzeń. Każdy klient, który wchodzi do salonu – nawet ten, który chce tylko popatrzeć na samochód swoich marzeń – jest wartościowy. Nawet jeśli dziś luksusowe auto leży absolutnie poza jego możliwościami finansowymi.
Jeżeli podczas wizyty zostanie potraktowany z uwagą i szacunkiem, być może za rok, a może nawet za dziesięć lat wróci – właśnie dlatego, że ktoś podszedł do niego jak do przyszłego klienta, a nie go zlekceważył. Nawet jeśli taki klient wyjdzie bez produktu, za to z świetnym wrażeniem, wciąż może stać się naturalnym ambasadorem Twojej marki w swojej sieci kontaktów. Warto o tym pamiętać.