Na łamach „Gazety Finansowej” ukazał się mój tekst o tym, jak dziś redefiniujemy rolę lidera. Jeszcze niedawno menedżer był przede wszystkim sprawnym organizatorem pracy. Pilnował terminów, delegował zadania, rozliczał za efekty. Twarde KPI, jasne struktury, rozkazy i kontrola – to był chleb powszedni zarządzania.

Dziś jednak ta rola się zmienia. Coraz częściej lider nie jest tylko menedżerem, strategiem czy mentorem, ale staje się integratorem zmian. Kimś, kto nie tylko układa plany i egzekwuje wyniki, ale potrafi spajać zespół, inspirować do współpracy, przełamywać silosy i uruchamiać synergię ludzi o różnych kompetencjach i temperamentach.

To nie jest już kwestia miękkich dodatków – to fundament skutecznego działania w świecie, który wymaga elastyczności i szybkiej adaptacji. Lider musi dziś umieć łączyć w sobie kilka ról: czasem prowadzi jak trener, czasem uczy jak mentor, innym razem nadaje kierunek jako strateg, a coraz częściej buduje porozumienie i zaufanie między ludźmi, których cele czy style pracy bywają sprzeczne.

W artykule w „Gazecie Finansowej” dzielę się refleksją, że dobry lider nie boi się rozmawiać o niewygodnych sprawach i przyznawać do błędów. Potrafi nie tylko wyznaczać cele, ale też słuchać i szukać porozumienia. Integrator zmian nie jest dyktatorem ani tym, który wszystko wie najlepiej – to osoba, która rozumie złożoność relacji w zespole i potrafi nią świadomie zarządzać.

Pisałem ten tekst z myślą o wszystkich, którzy prowadzą zespoły, firmy, projekty – ale też o tych, którzy po prostu lubią rozkminiać, jak działa świat ludzi w organizacjach. Bo prawda jest taka, że dobre przywództwo rzadko sprowadza się do checklisty zadań. To codzienna praca nad komunikacją, zaufaniem i gotowością do zmiany.

Zapraszam do lektury i refleksji.

Sklep i wydarzenia