Czy da się żyć bez kłótni?

Z radością wracam do audycji „Wolny Umysł” w Radiu RDC, prowadzonej przez niezastąpioną Matyldę Kozakiewicz. Tym razem znów rozmawialiśmy o temacie, który nie tylko mnie fascynuje, ale – mam wrażenie – dziś potrzebny jest każdemu z nas: mądry spór.

Uczciwość w sprzedaży – czy to naprawdę działa?

Można nie mówić klientowi całej prawdy. Można koloryzować, przedstawiając zalety produktu. Można, przedstawiając ofertę, obiecywać rzeczy bez pokrycia, z pełną świadomością, że będziemy się z nich wycofywać. Można. Jest tylko jeden warunek – absolutnie nie należy przy tym myśleć o firmie w perspektywie dłuższej niż „tu i teraz”. Rozwój, wzrost, rynkowa ekspansja, zdobywanie nowych klientów, budowanie marki – żadna z tych rzeczy się nie wydarzy, jeżeli nie będziemy sprzedawać uczciwie. Droga na skróty czy na manowce? Są oczywiście takie firmy, które oszczędne gospodarowanie prawdą mają wpisane w model biznesowy. Nie o nich tu jednak piszę – zakładam, że skoro czytasz te słowa także i Ciebie nie interesuje taki wątpliwy „przepis na sukces”. Ale wszyscy – naprawdę wszyscy – stajemy, stanęliśmy albo staniemy w przyszłości przed pokusą pójścia na skróty. Żeby domknąć już tę męczącą transakcję, żeby rzutem na taśmę zrobić miesięczny plan sprzedaży, żeby podebrać konkurencji tego świetnego klienta. Bo przecież nic się nie stanie, bo przecież to wyjątkowa sytuacja, bo firma jest w trudnej sytuacji. Niestety – zawsze coś się stanie. Kłamstwo ma krótkie nogi – warto pamiętać o tym przysłowiu, kiedy kusi nas, żeby ciut, odrobinę, ten jeden jedyny raz rozminąć się z prawdą. Co oznaczają te „krótkie nogi” w praktyce? To proste – przecież życie (a w zasadzie nie tyle życie, co klient) zweryfikuje naszą ofertę błyskawicznie – przy podpisywaniu umowy, po pierwszym uruchomieniu produktu… okazji nie zabraknie i nadarzą się raczej wcześniej, niż później.  Siła negatywnej opinii Minęły już czasy, kiedy niezadowolony klient podzielił się tą informacją z dwudziestoma znajomymi, negatywna opinia miała więc ograniczony zasięg i mogła przez długi czas nie zaszkodzić firmie. Dzisiaj dzięki mediom społecznościowym taka wiadomość może dotrzeć od razu do tysięcy odbiorców – a trzeba pamiętać, że emocje użytkowników zawsze będą po stronie pokrzywdzonego, czyli w tym przypadku klienta. Co z tego, że osiągnęliśmy krótkofalowy zysk, skoro długofalowo nasze działanie wpłynęło destrukcyjnie nie tylko na firmę, ale też – o czym zawsze warto pamiętać – na naszą markę osobistą. Dlatego zawsze powtarzam, że poza oczywistym wymiarem etycznym uczciwość w sprzedaży ma także wymiar praktyczny – to się po prostu opłaca. Zwłaszcza wtedy, kiedy myślimy o biznesie w perspektywie dłuższej niż doraźna. Sprawdź: Szkolenie ze sprzedaży „Uczciwie” nie znaczy „tanio” Uwaga: uczciwość nie oznacza pod żadnym pozorem, że mamy spełniać wszystkie oczekiwania i roszczenia klienta. „Sprzedaję uczciwie” nie oznacza „sprzedaję tak, jak chce klient” (czyli tanio) – to są dwa zupełnie odmienne obszary. Uczciwość nie oznacza spełniania wszystkich żądań klienta. To postawa oparta na rzetelnym przedstawianiu oferty i dbaniu o interes obu stron – bez zaniżania cen czy ustępstw kosztem jakości. Porównajmy dwie opinie: „To świetna firma, bo wiem, że mogę na nich polegać, nigdy nie zawiedli mojego zaufania” oraz „Kupuję u nich, bo są po prostu najtańsi” – która z nich brzmi jak dobra rekomendacja? Mam nadzieję, że różnica jest czytelna. Uczciwość w sprzedaży to nie naiwność, to nie uleganie naciskom klienta – to raczej pewna postawa, model pracy, który się po prostu opłaca.  Potrzebny dobry psycholog biznesu? To napisz teraz!

Wakacje Millenialsów vs. Pokolenie Z – czy młodzi stracili motywację do pracy?

EskaRock – Wypalenie zawodowe W serwisie WP ukazał się artykuł o tym, jak młode pokolenia podchodzą dziś do pracy i odpoczynku – z naciskiem na różnice między millenialsami a Zetkami. 🧳💻 W materiale znalazły się również moje wypowiedzi – m.in. o tym, co dziś dla wielu znaczy „pracować z sensem” i dlaczego coraz częściej potrzebujemy nie tylko przerwy, ale głębszej zmiany podejścia. Zainteresowanych tematem zapraszam do lektury:

Mądre planowanie. Czego warto nie gubić w terminarzu?

Czas to pieniądz – chyba nigdy ta maksyma nie była równie prawdziwa, jak dzisiaj. Świat XXI wieku potrafi wycenić każdą sekundę – a i my cenimy swój czas, tym bardziej że w pogoni za efektywnością mamy go coraz mniej. Lista zadań wydłuża się, doba uparcie ma wciąż tylko 24 godziny, a w dodatku zewsząd słyszymy – słusznie! – o konieczności zachowania work-life balance i dobrostanu psychicznego. Jak nie zagrzebać się w lawinie spraw, a przy tym znaleźć czas na realizację swoich pasji, rodzinę, wypoczynek? Receptą jest mądre planowanie. Mądre, czyli jakie? Samo planowanie to za mało – nie wystarczy, że zapiszemy sobie, żeby o 11:15 wykonać zadanie X, a o11:30 zadanie Y. Czeklista dalej będzie długa, dzień za krótki a my wciąż w niedoczasie, tylko zprecyzyjnie rozpisanymi czynnościami do zrobienia. Jeżeli tylko rozplanujemy zadania, bez ichposegregowania, nic się nie zmieni. Dopadnie nas zmęczenie, frustracja i chaos, a my stwierdzimy, że tocałe planowanie to jakiś pic na wodę. I zostaniemy ze wszystkimi zaległymi raportami, nieprzeczytanymi mailami, wciąż w biegu między odebraniem dziecka ze szkoły, pracą, zakupami… O ile wciąż będziemy wszystko traktować równie priorytetowo. Wyzwolenie przychodzi, kiedy sobie uświadomimy, że nie wszystkie zadania są równie ważne; ba, niektóre z nich w ogóle nie są ważne, zajmują tylko nasz czas, a moglibyśmy z nich spokojnie zrezygnować. Planuj jak generał, zarządzaj jak prezydent Jak podjąć właściwe decyzje i umiejętnie posegregować zadania, żeby nie zgubić niczego istotnego? Z pomocą przychodzi proste, a zarazem potężne narzędzie. Stworzył je wiele lat temu człowiek, który miał naprawdę wiele obowiązków – w tym takich najwyższej wagi. Nazywał się Dwight D. Eisenhower i był generałem, a potem prezydentem Stanów Zjednoczonych. Musiał podejmować każdego dnia setki decyzji o strategicznym znaczeniu, stworzył więc system, który pozwalał mu nimi skutecznie zarządzać. Od jego nazwiska nazwano go Matrycą Eisenhowera. Eisenhower podzielił zadania na cztery kategorie, stosując przy tym jedynie dwa kryteria: pilności i ważności. Pierwszą kategorią są zadania ważne i pilne: mówiąc kolokwialnie, jeżeli ich szybko nie wykonasz, coś się zawali. Odsuń wszystko inne i skup się na nich. Ze zrozumiałych względów takich zadań w rodzaju „deadnine »na wczoraj«” powinno być jak najmniej – pomaga w tym właśnie mądre planowanie. Kolejna kategoria to zadania ważne, ale niepilne. To te, które planujemy w perspektywie długofalowej – związane z rozwojem (zarówno w sferze zawodowej, jak i prywatnej, np. treningi czy nauka języków). Uwaga: te sprawy szczególnie mocno wymagają precyzyjnego planowania, w perspektywie tygodniowej, miesięcznej lub nawet dłuższej. Inaczej mogą zniknąć z kalendarza, wiecznie odkładane „na potem”, bo przecież mamy czas. Jeżeli nie zajmiemy się nimi natychmiast, nie stanie się nic złego, przynajmniej nie od razu, ale to właśnie one decydują o naszej przyszłości i ich niewykonanie będzie miało w przyszłości negatywne konsekwencje. Zadania pilne i nieważne to te, które mogą pochłonąć najwięcej czasu i energii, jeżeli nie będziemy wystarczająco asertywni. To wszystkie prośby o drobne przysługi, których wykonanie zajmie nam „tylko chwilkę”, a które są ważne (być może) dla proszącego, ale nam zajmują cenny czas. To wspaniałe oferty, które teraz, natychmiast musi nam przedstawić handlowiec. To wszystko, co możemy zdelegować albo odpowiedzieć „nie zrobię tego teraz, przepraszam, nie mam czasu”. Ostatnia, najprostsza do identyfikacji i do wyeliminowania z planu dnia kategoria to rzeczy nieważne i niepilne. Te zadania trzeba ograniczyć do niezbędnego minimum, a z części zupełnie zrezygnować. Odzyskaj swój czas Ważne: matryca Eisenhowera to tylko narzędzie. Świetne, ale żeby zadziałało, trzeba go używać. Niejednorazowo – najlepiej, jeśli jej stosowanie wejdzie w nawyk. Raz dziennie, raz na tydzień, raz na dwa –to zależy od potrzeb, ale ważna jest regularność. Tylko wtedy odzyskasz kontrolę nad własnym czasem.Bo ważne, żeby nie robić wszystkiego – ważne, by robić to, co trzeba. A jak powiedział sam Eisenhower„To, co ważne, rzadko bywa pilne. A to, co pilne, rzadko bywa ważne”. Potrzebny dobry psycholog biznesu? To napisz teraz!

Wypalenie zawodowe. Czy urlop może coś zmienić?

EskaRock – Wypalenie zawodowe [player id=’9380′] Miałem ostatnio przyjemność udzielić wywiadu, w którym poruszyliśmy bardzo aktualny temat wypalenia zawodowego w kontekście zbliżających się wakacji.   Pogadaliśmy o tym, czym tak naprawdę jest wypalenie, jakie są jego objawy i dlaczego stało się tak powszechnym problemem w Polsce. Zwróciliśmy szczególną uwagę na to, że urlop jest często pierwszym momentem, w którym możemy sobie uświadomić, jak bardzo jesteśmy zmęczeni i w jak toksycznym środowisku pracujemy. Dyskutowaliśmy też o tym, jak mądrze odpoczywać – czyli jak unikać pułapek, takich jak media społecznościowe, które dają tylko złudzenie relaksu.   Poruszyliśmy również wątek męskiej depresji i tego, dlaczego mężczyznom trudniej jest przyznać się do problemów i zadbać o siebie. Naszym głównym celem było pokazanie, że urlop to nie tylko ucieczka od pracy, ale przede wszystkim cenna szansa na refleksję, odzyskanie sił i zaplanowanie realnych zmian, które poprawią nasz dobrostan na dłuższą metę.

Urlop a wypoczynek pracownika

EskaRock – Wypalenie zawodowe WYWIAD DLA BUSINESS INSIDER POLSKA Masz dość pracy? Urlop to za mało. Ekspertka mówi, co robić, by uniknąć wypalenia Wypalenie zawodowe to problem, który dotyka coraz większej liczby pracowników. Choć często mylone ze zwykłym zmęczeniem, jest znacznie poważniejszym stanem, który może prowadzić do poważnych konsekwencji zdrowotnych i zawodowych. Jak rozpoznać pierwsze objawy? Kiedy zwykły urlop przestaje wystarczać i co robić, by odzyskać radość z pracy? Na te i inne pytania odpowiada Anna Kupisz-Cichosz, ekspertka ds. wellbeingu i prezeska zarządu w firmie Great Digital. Wypalenie zawodowe to stan wyczerpania emocjonalnego, cynizmu i obniżonego poczucia skuteczności, który rozwija się w odpowiedzi na przewlekły stres w miejscu pracy. To nie jest zwykłe zmęczenie po ciężkim dniu. Pierwsze objawy mogą być subtelne: uczucie ciągłego zmęczenia, brak energii, trudności z koncentracją, a także rosnący dystans emocjonalny do obowiązków zawodowych. Pracownik może zacząć odczuwać irytację na myśl o pracy, unikać kontaktów ze współpracownikami i klientami, a jego zaangażowanie i produktywność spadają. Fizycznie mogą pojawić się bóle głowy, problemy ze snem czy dolegliwości żołądkowe. Ważne jest, aby nie ignorować tych sygnałów, ponieważ są one pierwszym dzwonkiem alarmowym. Krótki urlop może przynieść chwilową ulgę, ale jeśli po powrocie do pracy objawy wracają z tą samą siłą, to znak, że problem leży głębiej. Wypalenie zawodowe to nie kwestia kilku dni wolnego, ale często wynik długotrwałego niedopasowania między pracownikiem a środowiskiem pracy. Może to być nadmiar obowiązków, brak wsparcia, poczucie niesprawiedliwości czy konflikt wartości. Aby skutecznie walczyć z wypaleniem, potrzebne są zmiany systemowe. Pracodawcy powinni dbać o zdrową kulturę organizacyjną, promować work-life balance, zapewniać regularne informacje zwrotne i możliwości rozwoju. Ważne jest także, aby menedżerowie byli przeszkoleni w rozpoznawaniu objawów wypalenia u swoich podwładnych i potrafili odpowiednio reagować. Z perspektywy pracownika kluczowe jest zadbanie o siebie. Regularna aktywność fizyczna, zdrowa dieta, odpowiednia ilość snu to podstawa. Warto także rozwijać swoje pasje i zainteresowania poza pracą, co pozwala na oderwanie się od obowiązków i regenerację sił. Jeśli czujemy, że sami nie dajemy rady, nie bójmy się szukać pomocy u specjalisty – psychologa czy terapeuty. Wypalenie zawodowe to poważny problem, ale można mu zapobiegać i skutecznie go leczyć. Kluczem jest świadomość, wczesne rozpoznanie objawów i podjęcie odpowiednich działań – zarówno na poziomie indywidualnym, jak i organizacyjnym. Źródło: businessinsider.com.pl Więcej tutaj.

Zetka w firmie. Jak angażować młodych pracowników?

Generacja Z, czyli osoby urodzone między rokiem 1995 a 2010. Na rynku pracy stanowią już 1/5 ogółu zatrudnionych, a ta liczba będzie tylko wzrastać. Chyba żadne inne pokolenie nie obrosło tyloma stereotypami, często negatywnymi.  Co motywuje młodych ludzi? Czy pracodawcy powinni się bać Zetek? Czy ich obecność w firmie to wyzwanie, czy szansa? Czy pracuje się z nimi inaczej niż z przedstawicielami starszych pokoleń, a jeśli tak, to dlaczego? „Ok, boomer” Roszczeniowi, rozpieszczeni. Nie szanują pracy. Trzeba ich prowadzić za rękę. Nielojalni i leniwi. Często spotykamy się z podobnymi stereotypami dotyczącymi młodych ludzi, zwłaszcza w odniesieniu do pracy. Bo my, starzy, znamy życie, przeszliśmy swoje, jesteśmy zahartowani i gotowi do poświęceń, nie to, co młode, miękkie pokolenie. Nie da się ukryć – zderzenie mentalności Zetek i starszych pokoleń, wchodzących na rynek pracy w erze kryzysu i permanentnego zaciskania pasa, bywa szokujące. Dla obu stron. Starsi, przychodząc do pierwszej pracy, słyszeli „jak się nie podoba, to do widzenia, na twoje miejsce mam dwudziestu chętnych”, Zetki na rozmowie kwalifikacyjnej pytają o benefity. Dla starszych praca po godzinach „bo trzeba gonić plan” była i jest czymś oczywistym. Zetki chciałyby nie tylko elastycznych godzin, ale i – o zgrozo!– pracy hybrydowej. To, co dla starszych będzie normalnym, choć szorstkim komunikatem, zetka nazwie mobbingiem. A jeśli przestanie się jej podobać w pracy, porzuci ją bez mrugnięcia. I tak dalej, i tym podobne – przykłady można mnożyć, bo naprawdę zderzają się tu dwa skrajne podejścia.  Tylko czy naprawdę młodzi są tak leniwi i roszczeniowi? Może po prostu wymagają nowoczesnych standardów, a my, starsi, jesteśmy przyzwyczajeni do ich braku? I to właśnie nasze podejście bywa toksyczne? Oczywiście – to jest wyzwanie, zwłaszcza dla menedżera. Zetki nie uznają autorytetów „z nadania” – nie wystarczy długu staż pracy, doświadczenie czy sam prestiż stanowiska, oczekują od lidera wiarygodności i uwagi. Jednak ta zmiana kulturowa się już nie zatrzyma i nie cofnie – trzeba się z nią polubić,  Szansa, którą trzeba dostrzec i docenić Tak, pokolenie Z wymaga odmiennego podejścia i kultury zarządzania. Oczekuje feedbacku – nie raz na kwartał czy nawet raz na tydzień, ale tu i teraz. I – uwaga – informację zwrotną w stylu „ten slajd trzeba poprawić, zmień odcień tła” może odczytać jako atak. To jest trochę pokolenie „płatków śniegu”, ale wynika to z tego, że przyzwyczajone jest do o wiele większej podmiotowości niż jego rodzice, wychowujący się z przysłowiowym kluczem na szyi.  Gdzie więc ta szansa? W czym jej upatrywać? Otóż zetki to osoby, dla których bardzo ważne – ważniejsze niż pieniądze – jest poczucie sensu. Są więc od razu nastawione raczej na motywowanie identyfikacyjne niż transakcyjne, i jeśli dostaną odpowiednie motywatory, będą lojalnymi i zaangażowanymi członkami zespołu. Bo wbrew stereotypowi o lenistwie młodych, potrafią się zaangażować na 110%, jeśli wiedzą, że ich praca ma wartość.  A więc wracamy do triady „misja-wizja-wartości”.  Pokolenie zet wzrastało od początku w zdigitalizowanym świecie – nie zna rzeczywistości bez internetu, smartfonów i aplikacji mobilnych. Zetki są więc w naturalny sposób forpocztą cyfrowej transformacji w firmie. Często to młodzi uczą starszych nowych technologii. Są przy tym otwarci i elastyczni, często potrafią myśleć nieszablonowo, potrafią więc często znaleźć nowe, niestandardowe rozwiązania. Trzeba tylko dać im przestrzeń, pozwolić na podmiotowość.  Zrozumieć, nie narzekać. Tłumaczyć, nie rozkazywać To do generacji Z należy najbliższa, a także ta nieco dalsza przyszłość na rynku pracy. Jej przedstawiciele wnoszą świeżość, technologiczną biegłość i wysoką świadomość społeczną. Z drugiej strony, ich postawa zmusza niejako liderów do rewizji utartych schematów i sposobów zarządzania Dla szefa, który chce budować silny, zaangażowany i innowacyjny zespół, współpraca z „Zetkami” jest naprawdę ogromną szansą. Warunkiem sukcesu jest jednak otwartość na zmianę, odrobina (albo nawet więcej niż odrobina) cierpliwości i swego rodzaju pedagogicznego zacięcia, a także gotowość do budowania środowiska pracy, które respektuje różnorodność, wspiera rozwój i traktuje młodych jak partnerów, a nie leniwych, rozpieszczonych i roszczeniowych „młodszych stażem”. Potrzebny dobry psycholog biznesu? To napisz teraz!

EskaRock – Wypalenie zawodowe

EskaRock – Wypalenie zawodowe Niemal co czwarty Polak cierpi na wypalenie zawodowe. Kluczowe decyzje co do zmian zawodowych zapadają często w wakacje, podczas urlopu. Dlaczego tak się dzieje, mówi Tomasz Kalko, psycholog biznesu. Polacy są na pierwszym miejscu w Europie, jeśli chodzi o wypalenie zawodowe. Aż 84% tegorocznych maturzystów planujących studia zamierza podjąć pracę, którą chcą łączyć z nauką. Wynika z badania zrealizowanego na zlecenie OLX Praca. Nie trzeba pracować tylko w kawiarni, czy roznosząc ulotki. Młodzi ludzie mogą znaleźć zatrudnienie również w finansach i ubezpieczeniach. To są stawki rzędu 22 do 34 zł brutto za godzinę, a w przypadku ofert zagranicznych nawet do 90 zł za godzinę. Sektory takie jak ubezpieczenia czy bankowość oferują dodatkowo systemy premiowe i benefity, które znacząco podnoszą końcowe wynagrodzenie. Najlepiej zarabiający doradcy ubezpieczeniowi mogą osiągać nawet 8 do 10 tysięcy złotych brutto miesięcznie. Mówi Kamil Szabłowski z OLX, jak wynika z analizy ogłoszeń opublikowanych na OLX Praca, pracodawcy koncentrują się na kompetencjach miękkich, takich jak komunikatywność, odpowiedzialność, umiejętność pracy zespołowej czy orientacja na potrzeby klienta.

Sklep i wydarzenia